Tak, jak życzyłaby sobie pewnie tego Coco…
Karl Lagerfeld przygotował na nowy sezon kolekcję kolorystycznie oszczędną, bogatą za to w artystyczne detale rodem z epoki wiktoriańskiej. Żaboty, koronki, broszki i fikuśne kapelusiki.
Co najciekawsze, klimat niczym z powieści Aleksandra Dumasa, przenosi projektant do mody męskiej. Po obejrzeniu  kilku propozycji męskiego stroju, można odnieść wrażenie, że Lagerfeld sporo inspiracji czerpał z „Trzech muszkieterów”… Oryginalne to i niezwykle urocze.

Jeśli zaś chodzi o kobiecą część kolekcji, to mamy tu mniej fantazji, więcej zaś delikatnego, mocno zakamuflowanego wyrafinowania. Na pierwszy rzut oka możemy dojrzeć tylko skromność i prostotę, później dopiero- pomysł i talent twórcy.
Stroje idealne do tego, by nosić je każdego dnia (rzecz jasna dla tych, których stać na robienie zakupów w domach mody Chanel…). Bez ekstrawagancji, bez przesady.
Uniwersalna klasyka z delikatnym akcentem Karla.