Jeremy Scott bywa himeryczny, ale nie można zarzucić mu jednego, na pewno jest oryginalny. Jego kolekcje wyznaczają nowe trendy. Inspirowane pop kulturą szybko stają się przedmiotem pożądania celebrytów i trendsetterów. Sezon po sezonie jego projekty szybko zyskują miano kolekcjonerskich.

Od czasu kiedy Scott stał się odpowiedzialny za rozwój Moschino, jego twórczość sięgnęła apogeum, a sam projektant wyrósł na niezaprzeczalną ikonę świata mody. Kolekcja włoskiego domu mody 2014 miała w sobie element nieuchwytnej doskonałości. Motywy zaczerpnięte z fast foodów i pop kultury zachwycały nawet najbardziej wymagających. Scott dostał nawet supermodelki do swojej kampanii jak Linda Evangelista i Carolyn Murphy, co wpłynęło jeszcze bardziej na reklamę kampanii.

Spodziewałam się, że najnowsza kolekcja Moschino Resort 2015 będzie kolejnym odkryciem i koncepcyjną grą autora, a zaprezentowane kreacje szybko zabłysną zarówno na czerwonym dywanie, jak i ulicach metropolii, zaś blogerki będą rozpisywały się nad ich oryginalnym stylem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy obejrzałam lookbook z nowymi setami. Właściwie lepiej, jakbym określiła je „nowymi starymi”. Nie musiałam długo zastanawiać się, gdzie już wcześniej widziałam podobne projekty. Jeremy Scott sięgnął dosłownie do swoich kolekcji z ostatnich sezonów i kropka w kropkę przeniósł je do kolekcji Resort 2015. No może troszeczkę je przerobił, ale bardzo symbolicznie.

Sukienki ozdobione puszkami Coca-Coli, wiązane czerwone bandamy, nadruki etykiet czy przezroczyste dziurawe materiały. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby projektant sięgnął do tych tematów po upływie dekady. Wydaje się jednak, że jest za wcześnie, żeby powielać tak świeże motywy. Co o tym sądzicie ?