H&M jest jedną z sieciówek, która najczęściej i najgłośniej współpracuje z projektantami high fashion. Jak co roku około października wchodzi limitowana kolekcja z kimś znanym, więc zapewnie już za kilka tygodni lub miesięcy ruszy kolejna kampania reklamowa. Takie kolaboracje mają swoje plusy i minusy.

 

Zawiodłam się na Comme des Garcons czy Maison Martin Margiela, którzy mieli jedną z głośniejszych kolaboracji z H&M. Wydaje mi się, że przez takie współprace firmy obniżają wartość marki i utwierdzają nas w przekonaniu, że stawiają pieniądze i sprzedaż przed integralnością marki. Zdarzają się również wyjątki, na przykład Karl Lagerfeld czy Stella McCartney, którzy są zawsze głodni uwagi i projektują komercyjne ubrania, które dobrze łączą się z masową modą.

 

Plusem takich kolekcji jest niewątpliwie kwestia finansowa. Gdybym miała wybierać między bankructwem marki (na przykład współpraca Mary Katrantzou z Top Shop, której kolekcja wyprzedała się w ciągu kilku godzin, przyczyniając się do wielkiego finansowego wsparcia marki) lub sprzedania się masowy sklepom sieciowym, wybrałabym to drugie. Christian Lacroix utrzymał swoją markę przez kilka ostatnich sezonów właśnie dzięki liniom kosmetycznym i gościnnym pojawianiu się w masowej modzie.

 

Niestety, jego moda couture wymagała zbyt dużych środków i nawet masowe linie kosmetyczne nie były w stanie jej dofinansować.
Oczywiście, niektórzy idealnie nadają do takich kolaboracji, chociażby Kenzo. Wydaje mi się, że lepiej by było, gdyby ich ikoniczne swetry z tygrysem wyszły z sygnowaną nazwą marki, nawet w niższej jakości (kolekcja Jimmy Choo z H&M była jedną z droższych ze względu na dużą ilość użytej prawdziwej skóry), niż żeby sklepy i tak kopiowały wątpliwej jakości modele z wybiegów.


A co Wy sądzicie o współpracy znanych projektantów z H&M ?

Autor: Tina