Poniedziałkowy dzień. Włączam komputer, by sprawdzić najnowsze newsy ze świata mody i zaparzam sobie filiżankę aromatycznej kawy. Nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że informacja o śmierci mistrza igły i nitki Yves Saint Laurent'a okaże się prawdziwa. A jednak to rzeczywistość.
Około 140 pokazów, klientela na skalę światową, spełniona miłość, choroba psychiczna i zawrotne tempo przed pokazami. Życie Yves’a to droga chłopca, urodzonego w 1936 roku w Oranie, który spełnił swoje dziecięce marzenia, by jego imię zostało wyryte wielkimi literami na Polach Elizejskich.
Pierre Bergé, wieloletni partner w 1990 roku o Yvesie: „On nie wykazuje najmniejszego zainteresowania drugim człowiekiem. Jest całkowicie samowystarczalny. Otoczony luksusem żyje w nieustannej symbiozie przepychu i ascezy.”
Kreacje z cenną sygnaturą YSL kupują głównie zamożne Francuzki, Amerykanki, Japonki i panie z Ameryki Południowej. Kiedyś przylatywały do Paryża na pokazy prywatne. Teraz zamawiają suknie po obejrzeniu filmu na video. A do Paryża przyjeżdżają na przymiarkę.
Yves jest artystą, albowiem utrwala uciekający czas, nadając mu cechy nieprzemijalności.
Jest mi niezręcznie pisać w czasie przeszłym, choć wiem, już nie ma mojego mistrza wśród nas. Mimo to piszę ten artykuł w odczuciu jakby nadal tu był. I niech tak pozostanie.
Laurent to prawdziwy krawiec i człowiek renesansu. Indywidualista i człowiek z charyzmą. „Być projektantem, to obserwować i wyobrażać sobie kobiety w różnych sytuacjach. Cieszę się widząc jak mój strój rozkwita na kobiecie, która nie musi być piękną, ponieważ jest niezwykle elegancka”.
Prawdą jest, iż YSL skrupulatnie dobiera klientelę do swoich sukien wieczorowych. Czasem musi odmawiać, bo potencjalna pani, mimo, że bogata, nie jest godna założyć jego kreacji.
Mało osób wie o jego chorobie psychicznej. Lecz ci co przeczytali uważnie biografie doświadczyli tej informacji na własnej skórze. Wychowując się w luksusie i środowisku bardzo przywiązanym do tradycji, jednocześnie chciał wszystko zmienić, gdyż czuł się rozdarty miedzy przeszłością, a przyszłością. Jako chłopak czuł się rozdwojony i tak już zostało.

„Znam bowiem jeden świat i czuję obecność drugiego.”
U Yves’a punktem honoru jest nadal szycie ręczne. Dobierając tkaniny pragnie, by oddawały ruch i dynamizm osoby, która je nosi. Pamiętam zdanie, które mówi: „Nie znoszę planowania czegokolwiek. Decyzję podejmuję rano, wstając z łóżka.” Niestety 1 czerwca 2008 roku już nie wstał.
Odchodząc na emeryturę w 2002 roku ze świata mody i tworząc ostatnią kolekcję Prêt-à-porter, mistrz wykreował prawdziwy spektakl na najwyższym poziomie.

Propozycje odzieżowe rozeszły się w natychmiastowym tempie a sława, którą zyskał błyszczy po dziś dzień. Śmierć Laurenta to cios dla wszystkich od krawcowych, które pomagały w pokazach i przymiarkach poprzez wieloletniego partnera w finansach i życiu prywatnym. Jego homoseksualizm to nie choroba to wybór. W dniu odebrania Legii Honorowej jego ojciec był bardzo poruszony.”Miałem na sobie moją piękną czerwoną szarfę i nie wiem, w jaki sposób znalazłem się nagle sam na sam z moim ojcem i rozpłakałem się. Powiedziałem: „Tato, wiesz kim jestem. Ty pewnie chciałbyś, bym był prawdziwym mężczyzną, by twoje nazwisko nie zginęło.(…) To nie ma najmniejszego znaczenia, mój drogi”- odpowiedział. To było w 1985 roku. Nigdy wcześniej z ojcem o tym nie rozmawiał. Lecz kontakt z matką, który Monsieur Laurent miał, był znakomity. To ona, jako pierwsza wpoiła w synu delikatność, perfekcyjne wyczucie smaku i zmysłowości co się tyczy wyboru tkanin i dodatków. Bez niej nie był by w stanie być tym kim jest.
Po stażu, który odbył u atelier Christiana Diora, stał się jego następcą i głównym dyrektorem artystycznym francuskiego domu mody. Człowiek, który sukniom nadaje imiona „miłość”, „szczęście”, „czułość” wygląda na wiecznie zadowolonego. Laurent to imperium tajemnic i nieposkromionych rządz. Jego współpracownicy mówią: „Saint bardzo szybko zrozumiał, że trzeba być wymagającym, że wszystko można zrobić lepiej” – opowiada Claude Licard, pracownik Diora w lipcu 1947 roku.
Gdy Yves pracuje, lubi być sam. Tylko wówczas pali amerykańskie papierosy i oddaje się ekstazie tworzenia. Kreując modę krawiec stworzył styl, któremu był wierny, aż do końca.
„W tym zawodzie nieludzkim i wyczerpującym trzeba zawsze przechodzić samego siebie. Jestem ostatnim wielkim krawcem. Wraz ze mną kończy się haute couture.”
Skoro razem z Yvesem kończy się moda i wysokie krawiectwo, a my dowiadujemy się o jego śmierci to mamy już gotowy wniosek. Prawdziwa moda – umarła. Lecz pamięć o jej stworzycielu będzie w nas żyć wiecznie.


Cytaty pochodzą z książki o Yves Saint Laurent napisanej przez Laurence Benaim w przekładzie Krystyny Szeżyńskiej- Mackowiak wydawnictwa Amber Biografie, Warszawa 1995