Nieważne, skąd Isabel Marant czerpie inspiracje. Mogą to być kowboje, Elvis Presley czy afrykańskie plemiona. Wszystko sprowadza się do jednego – powstają ubrania, których pożądają wszystkie It Girl i na pewno je kupią. Projektantka przepuszcza przez filtr przeciwstawnych idei i motywów swoje projekty, tworząc w rezultacie dobrą, niezawodną modę.
Króciutkie spódniczki, dziurawe spodnie, kudłate płaszcze i kamizelki, powiewające frędzle, paski na wzór powrozów. Wszystko w bezpretensjonalnym stylu. Paryskie trendy, które pasują wszędzie, zostały opisane w nowej książce Caroline de Maigret o Marant („ How to Be Parisian Wherever You Are”).

Pokaz rozpoczął się od doskonałego krawiectwa à la Marant: bluzki w stylu judo z szerokim pasem, białe jeansowe spodnie z wyciętymi „oczkami”, kurtki z szerokimi ramionami w biało-czarne nadruki przypominające graffiti. Marant sięgnęła do starej techniki plisowania, którą wykorzystała w szerokim zakresie.

Druga część kolekcji przybrała bardziej etniczny charakter, w kolorze rdzy, słońca i pomarańczy. Ponadgabarytowe wełniane swetry, kamizeli z frędzlami, skóra, rafia, falbanki. Nie bez powodu Isabel Marant czerpała inspiracje z sztuki współczesnej Joan Miró i Antoni Tàpies. Projektantka w subtelny, ale nie dosłowny sposób nawiązała do ich dzieł, inkorporując je do tradycyjnej kultury afrykańskiej.

Zachwyciła mnie zwłaszcza szeroka bluzka z krótkimi, postrzępionymi rękawami i wstawkami połączona ze spodniami powycinanymi w równiutkie kwadraciki, przy wykorzystaniu najnowszej technologii. Zachwycająca, awangardowa kolekcja w stylu Isabel Marant, a jednocześnie z powiewem świeżości.