Garetha Pugha powrócił po siedmiu latach do Londynu na Fashion Week z najnowszą kolekcją jesień 2015 Ready-to-Wear. Jego show przyświecała idea poświęcenia się czemuś więcej niż własnemu ego. Cóż, prezentacja miała mroczny, dramatyczny, niemal rytualny charakter. Pokaz odbył się w Muzeum Wiktorii i Alberta. Czy taki właśnie stosunek do mody ma projektant? Fascynacja mroczną stroną duszy wyzierała z przerażających w swym wyrazie ubrań. Gereth ocenił to jednak jako część gry, co do wyniku której jest optymistą. Koncepcja braterstwa wymaga bowiem poświecenia się dla grupy.  Plemienny rytuał, jakim jest piłka nożna, pozwolił projektantowi rozbudzić falę narodowej dumy wśród  Brytyjczyków.

Nie bez powodu w soundtracku mogliśmy usłyszeć okrzyki kibiców Sounderland Football Club, a na twarzach modelek makijaż przypominał krzyż św. Jerzego. Swoje piętno na kolekcji, a przede wszystkim na samym twórcy odcisnęła także postać Joanny d'Arc. Gareth Pugh w podobny sposób postrzega feminizm. Jest on waleczny, bez kompromisu ruszający do walki, na wzór fanatyków piłki nożnej. Oglądając kolekcję, dostrzegłam swoistą agresję jego projektów, które z teatralnych, przerysowanych i artystycznych, jakimi były we wcześniejszych sezonach, przeistoczyły się w żarliwe i bojowe. Czarne, „napompowane” suknie balowe, peleryny, skórzane zbroje, gladiatorskie hełmy. Sztywne, nieustępliwe, silne. Imponujące sylwetki i sztywne, kolczaste pancerze.