To kolejny projekt zorganizowany przez Ilonę Felicjańską na rzecz jej fundacji „Niezapominajka”. Ilona idzie jak burza. Organizuje imprezę za imprezą. I bardzo dobrze. To świetnie, jeśli ludzie potrafią połączyć modę z działalnością charytatywną. Jak wiadomo, moda to taka historia, która przyciąga ludzi zamożnych, ponieważ ubrania szyte przez projektantów to zwykle jednostkowe sztuki wykonane z bardzo drogich materiałów i sprzedawane za bardzo duże pieniądze. To fantastycznie, gdy pani, która przychodzi na pokaz czy do butiku i zamierza sobie kupić sukienkę, płaszcz i bluzkę, kupuje tylko sukienkę i płaszczyk, a to, co miała wydać na bluzkę, wrzuca do skarbonki. Żyjemy w bardzo biednym kraju, w naszym rządzie kotłuje się jak w kotle i właściwie nic z tego nie wynika, a ludzie chorzy nie mają czasu czekać, aż coś się zmieni. W związku z tym każdy kto może i kogo stać, powinien brać udział w tego typu przedsięwzięciach.

Wracając do samego pokazu, był bardzo interesujący. Odbył się pod koniec maja w Domu Dochodowym. Iza należy do tego typu projektantek, które nie są tzw. modnymi projektantkami, czyli nie śledzi dokładnie tendencji i nie robi modnych ciuchów. Iza ma swój własny niepowtarzalny lot, który ja osobiście bardzo lubię. Gdy stylizuję jej pokazy, zawsze staram się udowodnić, że te ubranka, może trochę teatralne, są tak naprawdę bardzo nowoczesne i absolutnie do noszenia. To rzeczy naprawdę luksusowe. Iza, jeżeli używa guzików, to są one albo z kryształów Swarovskiego, albo srebrne, kute ręcznie. Zresztą, wszystkie detale jej projektów to rekodzieła. Przepiękne bluzki, z ręcznie robionymi koronkami, haftowane przez hafciarki płaszcze. W Domu Dochodowym, mimo upału na zewnątrz i w środku, mieliśmy okazję obejrzeć coś w rodzaju preludium do kolekcji jesienno – zimowej Izy, a właściwy pokaz odbędzie się 13 czerwca w Polonia Palace. Zobaczyliśmy dużo pięknych płaszczy, świetnie skrojonych spodni.

Goście dopisali. Podawano kolorowe drinki i było światowo. Dzień, jak już wspomniałem, był wyjątkowo upalny, dlatego stroje przybyłych można by nazwać dość niezobowiązującymi. Wszyscy, którzy bywają w Domu Dochodowym, wiedzą, że nawet jeżeli na dworze mróz, to tam zawsze panują temperatury tropikalne. Towarzystwo było więc bardziej rozebrane niż ubrane, a jedną z ładniej rozebranych osób była Dorota Wróblewska. Tym razem wystąpiła w bielo-czerni. Miała czarna, właściwie zupełnie przezroczystą, bluzkę a do tego białe proste spodnie, świetne buty i znakomite okulary. Look rodem z Monte Carlo. Wyglądała naprawdę świetnie. To kobieta absolutnie bez wieku. Każdy, kto na nią patrzy, zastanawia się, ile ona ma lat i czy jeszcze jest tak młoda, bo wcześnie zaczynała, czy jest już tak stara i trzeba się doszukiwać szwów po liftingu. Ja znam Dorotę dobrze i powiem, że … ona od zawsze wygląda świetnie.