Weekend w stolicy od piątku 22 i do niedzieli 24 czerwca można by nazwać prawdziwym świętem mody. Działo się i działo. Najpierw pokaz marki BGN Paris. Cóż, pokaz jak to pokaz w galerii handlowej. Trudno wymagać tu jakiegoś szczególnego przykładania się do oprawy, ale nie ona przecież była najistotniejsza. Najważniejsza była sama kolekcja. Doskonałe materiały, głównie naturalne, świetny krój, kreacje genialnie skomponowane, mnogość wzorów. Wszystkie ubrania, które chodziły w kolekcji, prezentowały się świetnie. Tu każda kobieta znajdzie coś dla siebie: są egzemplarze, które rzeczywiście eksponują gibkość sylwetki, ale są i takie, którymi można doskonale przykryć pewne niedociągnięcia. Podstawowymi zaletami marki BGN jest to, że po pierwsze, wzorów jest na tyle dużo, a po drugie, kolekcje są na tyle krótkie, że każda pani, wybierająca się na przyjęcie, może być pewna, że nie spotka tam koleżanki ubranej w taka samą kreację.
Wcześniej, bo w piątek wieczorem, odbyła się z kolei impreza z okazji 10-lecia Fashion TV, podczas której mieliśmy okazję, by obejrzeć kolekcje 5 polskich projektantów, m.in. Moniki Onoszko i Izabeli Łapińskiej. Gwoździem programu miała być jednak kolekcja Agathy Ruiz de la Prady. Cóż, mogę jedynie powiedzieć, że dla Agaty była to jedynie wyjątkowo fortunna zbieżność nazwisk. Miuccia Prada jest projektantką, która robi dość minimalistyczne, szalenie wyrafinowane kolekcje, czego absolutnie nie można powiedzieć o Agacie. To, co ona sygnuje swoim nazwiskiem, ani z wyrafinowaniem, ani z minimalizmem nie ma nic wspólnego. Krzycząca, kolorowa moda, ze sztucznych materiałów, właściwie nie wiadomo, dla kogo przeznaczona. Moim zdaniem, tak ubierać mogą się jedynie nastoletnie prostytutki. O ile na rynku hiszpańskim i w krajach południowych, gdzie jest zupełnie inne światło, te kolory i wzory mogą się jakoś bronić (chociaż nie wiem, jak bronią się tam plastik i stylon), o tyle w naszych warunkach kolekcja przepada z kretesem.
W niedziele za to wszyscy warszawiacy mogli być świadkami gigantycznej imprezy, zorganizowanej przez Dorotę Wróblewską, Warsaw Fashion Street. Podczas jednego dnia odbyło się 68 pokazów, w których wzięło udział ponad 60 modelek, kilkanaście aktorek i kilku aktorów. Pokazy były przerywane rozlicznymi występami artystycznymi. Przed samą impreza odbył się na przykład bieg na szpilkach, zorganizowany przez magazyn ”Glamour”. Wygrał go transwestyta, co tylko dodało kolorytu całej imprezie. Nie wiem, jak to rozwiązali organizatorzy, niemniej fakt jest taki, że mogliśmy zaobserwować zwycięskiego i rozpromienionego mężczyznę w damskim ubranku i damskich butach, oczywiście na obcasie. Później wszystko potoczyło się zgodnie z planem, bez wpadek. Duże gratulacje dla Doroty.
Zmęczony weekendem, kończę te parę słów.


Fundacja YPDF

Na polskim rynku w końcu nastąpił pewien przełom. Wprawdzie zaczęło się to już jakiś czas temu, ale przełamuje się cały czas. Mówię tu o powstaniu fundacji Young Polish Designers Foundation. Fantastycznie, że ta instytucja została powołana do życia. Kiedy firma się otwierała, przyznaję, miałem mieszane uczucia, teraz jednak z dużą przyjemnością obserwuję, jak fundacja czule opiekuje się młodymi projektantami w swoim showroomie, a zarazem butiku w centrum handlowym Promenada. Jest to pewnie jedyne tego typu miejsce w Polsce, w którym można kupić kreacje nieznanych polskich projektantów, ale i tych znanych. Przecież poza debiutantami, znajdują się tu takie uznane nazwiska jak Grzegorz Kasperski, Monika Ptaszek, Dawid Woliński ze swoją dżinsowa linią czy Paprocki i Brzozowski. Oczywiście, jak w każdej tak dużej masie, zdarzają się rzeczy lepsze i gorsze, niemniej jednak gratuluję organizatorom, a zwłaszcza managerowi Wojtkowi Wojtczakowi, że starcza im na tyle energii, by spośród setek projektantów wybrać dziesięciu takich, którzy nadają się do wystawienia w salonie i sprzedaży. Dobrze, że istnieje takie miejsce, bo to przecież wizytówka tego, co dzieje się na naszym rynku mody. Oby takich inicjatyw było więcej! Jeżeli do Doroty Wróblewskiej z jej domem mody „Forget-me-not”, jeżeli do Young Polish Designers Foundation dołączy jeszcze kilka takich miejsc, to może wreszcie powstanie w naszym kraju porządny rynek mody. Jestem pełen nadziei, że dożyję jeszcze takich czasów.