Fashion Week a fashion…. Z pozoru oba zjawiska mają w sobie słowo „fashion”, ale niestety niewiele ze sobą wspólnego. Mówię o polskiej scenie fashion, którą mogę porównać do wizji stworzonej w głowie, bazując na wszystkich materiałach uzbieranych na przestrzeni lat. Nie gwarantuję trafności moich porównań, nie mam patentu na prawdę jak niektórzy, a może mam za wysokie wyobrażenia lub naoglądałam się amerykańskiej telewizji. Jedno wiem… polskie edycje fashion week mają dużo do nadrobienia.

Zacznijmy od tego, co się dzieje przed wejściem na takie wydarzenie. Tłumy ludzi, którzy spędzają czas głównie na paleniu, ale nie chodzi nawet o to. Brakowało mi tej atmosfery ekscytacji, zdumienia i ciekawości. Straciłam te odczucia w tej samej sekundzie, kiedy weszłam na teren fashion week. Gdzie oryginalnie ubrani ludzie ? Gdzie stylowe zestawienia, innowacyjne pomysły ? Nie doczekałam się tego nawet w ostatnim dniu pokazów. Zdarzały się momenty i ludzie, którzy wzbudzili we mnie ciekawość, ale nie równało się to z tym, co widziałam na blogu Jak&Jil. Może talent Tony’ego Tom polega na tym, że potrafi w swoich zdjęciach dodać fantazji szarej rzeczywistości ? Do samego końca nie doczekałam się tej jedynej niepowtarzalnej osoby, która zachwyciła by swoim niewymuszonym szykiem.

Proszę nie mylić dziwactwa z awangardą. Awangarda jest wtedy, kiedy osoba tworzy ubiór z dokładnym rozmysłem, a pozorny chaos wzorów, kształtów i kolorów to rezultat wielogodzinnych decyzji. Kiedy spojrzymy na awangardę, dostrzeżemy motyw lub wiadomość pod warstwami tkanin. A dziwactwo… przykuje uwagę, ale w następnej sekundzie zapomnimy, co zobaczyliśmy. Niestety, stosunek pierwszego do drugiego podczas fashion week był tak mały, że musiałam przeglądać wielokrotnie zdjęcia, by przypomnieć sobie, kogo sfotografowałam.

Wracając do tematu atmosfery, poza brakiem zainteresowania pokazami czy kunsztem projektowania w showroomach, poraziło mnie mało pozytywne nastawienie wielu uczestników. Czy pojawili się na fashion week ze względu na pokazy projektantów, którzy włożyli mnóstwo pracy w produkcję show, czy jedynie po to, by „odpicować się” jak choinka, mając nadzieję na bycie sfotografowanym ? Na początku trudno mi było to ocenić, jednak spotkanie z kilkoma „osóbkami” utwierdziło moje przekonania, przyprawiając równocześnie o stan bliski depresji.

Dwie dziewczyny z bardzo „wyrazistym” wyglądem zwróciły w pewnym momencie moją uwagę. Nie dlatego, że miały wyjątkowo oryginalny styl czy emanowały kreatywnością, ale dlatego, że pośród tłumu dostrzegłam ich wytapirowane włosy i zmyślne upięcia, które posłużyły mi za punkt centralny. Podeszłam z prośbą o zrobienie zdjęcia, w odpowiedzi usłyszałam „z papierosem czy bez ?”. Po czym złapały się za ręce i ustawiły tak, jakby robiły to setny raz w tym dniu. Pomyślałam sobie, czy jedynie mnie ominęła lekcja, jak „naturalnie” pozować do zdjęć ?

Kolejna „osóbka”, która wprawiła mnie w stan osłupienia, stała sama przy wejściu na pokaz. Spiesząc się na show, wyjęłam mój aparat SONY i szybko zrobiłam zdjęcie. W chwili naciśnięcia spustu drobna blondynka z dekoracyjnymi naklejkami na twarzy ustawiła się w pozie, którą nazywam „101 blogerka”. Następnie podeszła do mnie i nie omieszkała zapytać, gdzie pojawi się zdjęcie. Zabrakło mi słów. Czy zrobienie zdjęcia czegoś, co przykuło moją uwagę, jest równoznaczne z tym, że opublikuję je ? A co, gdyby jednak mi się nie spodobało i nigdy nie użyłabym tej fotografii, albo co gorsza, napisałabym negatywny komentarz (co robię w chwili obecnej) ? Czy ta dziewczyna nadal chciała by wiedzieć, gdzie pojawi się jej kreacja ?

Dziwi mnie takie nastawienie, co prawda znane jest mi zjawisko paradowania przed namiotami pokazów w nadziei na zdjęcie, ale nie sądziłam, że ma to większe znaczenie niż sama moda, która żyje chyba tylko na backstage’u. Ja jedynie chciałam popatrzeć na ich prawdziwy styl, inspiracje, zobaczyć, jak pojmują modę, uwiecznić to i pokazać innym. Nie obchodzi mnie sztuczność, przebieranie się tylko w takim celu, że ktoś poprosi o zdjęcie. Czy można to nadal nazwać osobistym stylem ? A może teraz nową definicją słowa moda jest nie ubranie się, ale przebranie ? Gdzie podziała się oryginalność, a kiedy zaczęła wszechobecna sztuczność ?

zdjęcia wykonane przy użyciu aparatu: SONY NEX-5R


Autor: Tina

600x500_materialzostalprzygotowanynaux31e_01