Kolekcję Armani mogę opisać kilkoma słowami – jest o wiele lepiej niż zakładałam, ale nie wystarczająco dobrze. W porównaniu z kilkoma poprzednimi pokazami Haute Couture, ten wydaje się być o wiele bardziej elegancki, kobiecy i przede wszystkim lżejszy. Giorgio Armani wreszcie zdał sobie sprawę z nieciekawych kapeluszy i fascynatorów, chociaż pozostały nadal brzydkie futrzane pufy przy szyi.

Wrażenie z przedstawianej kolekcji miałam takie jak zawsze, czyli za dużo nudnych i w ogóle nie przypominających Couture kostiumów (w tym sezonie w kolorze beżowym, co sprawia, że jest jeszcze bardziej nudno), przewidywalnych sukni wieczorowych i dziwacznych dodatków. Nie chcę jednak okazać się zbyt krytyczna i muszę przyznać, że zachwyciło mnie perfekcyjne krawiectwo i wykonanie ubrań oraz ciekawe użycie piór i futer w sukienkach. Mogę natomiast rekomendować, by Armani udał się do Elie Saab, gdzie może statystować w kategorii haftów, piór i ręcznych dekoracji.

Autor: Tina