Podczas recenzowania kolekcja Chanel zawsze stanowiła dla mnie kłopot, coś co odstawiałam na ostatnią chwilę w nadziei, że jakoś o tym zapomnę. Jednym z powodów jest ogromna ilość pokazanych look’ów, przez co całe show jest wielkim miksem krojów, kształtów, kolorów i nie wiadomo czego. Duża ilość pokazanych ubrań sprawia, że kolekcja po trzydziestym którymś look’u staje się monotonna i męcząca.

Motywy za często się powtarzają, a wariacje tweedowych kostiumów wydają się mało różniące. Pokazując tyle ubrań, trzeba liczyć się z faktem, że nie wszystkie będą zachwycające, wręcz przeciwnie, nawet ogromny talent jak Karl Lagerfeld ma swoje granice, przez co niektóre stroje trafiają do mojego czarnego folderu obrzydliwych strojów.
Nowa kolekcja Couture nie była wyjątkiem, połowa kolekcji zapełniona tweedowymi kostiumami, niektóre lepsze, zaś pozostałe wywoływały grymas na mojej twarzy. Chociaż trzeba przyznać, że Lagerfeld posiada niezwykłą kreatywność do tweedowych kostiumów, to co z nimi robi od 30 lat jest niesamowite. Kto by pomyślał, że taki prosty strój można przekształcić na tyle sposobów.

Sukienki Chanel nie należą do zapierających dech w piersiach, ale konstrukcją i wykonaniem przewyższają wiele innych marek. Detale, jakie stworzył Lagerfeld nie należą do nudnych, tym razem były to graficzne printy i geometryczne kształty połączone z dziewczęcą sylwetką sukienek. Niestety, tak samo jak w poprzednich kolekcjach, były lepsze i gorsze.

Minusem kolekcji jest z pewnością (nad)użycie tiulu. Nie jestem zwolenniczką tej tkaniny, ale w tym przypadku nawet największy miłośnik musi przyznać, że bardzo gryzła się z proporcjami i krojem ubrań.
Wydaje mi się, że moja ocena pokazów Chanel zawsze będzie taka sama. Chyba że Karl Lagerfeld kiedyś zdecyduje skrócić pokaz o połowę.

A jak Wam się podoba ?

Autor: Tina