Celine dzięki interwencji Phoebe Philo stała się nietykalną marką i trudno dziennikarzom krytykować jej kolekcje. Modlę się tylko, by w tym sezonie ktoś odważny napisał w końcu „Phoebe, spie***łaś sprawę, ale nie oznacza to, że jesteś złą projektantką”. Style.com użyło „bold” i „vibrat” do opisania kolekcji, ja zastąpiłabym je „chaotic” i „crap”.
Poza kilkoma naprawdę ładnymi płaszczami (ale Celine ogólnie robi mistrzowskie płaszcze), cała kolekcja była pomyłką na dragach Phoebe Philo. I jak pomyślę, że przez kilka kolejnych miesięcy będę musiała patrzeć na wszelkie blogi i portale chwalące ten chaos na wybiegu (twierdząc, że to „real fashion, look it up”), to chcę to wszystko rzucić.

No. 1


Spodobały mi się pięknie skrojone płaszcze i nawet nie przeszkadzają mi tanio wyglądające tkaniny.

No. 2


Jedyna ładna sukienka w tym pokazie. Prosta, z ciekawej tkaniny i z pięknymi detalami, tak Celine powinna wyglądać.

No. 3


Spódnica wyglądająca jak ochraniacze na egzotyczne owoce i to coś na tali. Nie rozumiem w ogóle, skąd Phoebe Philo wytrzasnęła ten cały koncept !

No. 4


Ogólny chaos panujący na pokazie. Było zdecydowanie za dużo wszystkiego, klamra na spódnicy, draperie i ten ohydny wzór. Celine jest marką „minimalistyczną”, a temu daleko do minimalizmu.

No. 5


Dziwne coś udrapowane na modelce. Miało chyba wyjść nnowacyjnie, a rezultat jest po prostu brzydki. Do tego okropne buty, Celine powinno zaprzestać z brzydkimi butami, nie chce kolejnej kampanii a' la Binkerstock.

No. 6


Slogany na rękawach… naprawdę ? Czyżbym magicznie przeniosła się na pokaz Henry’ego Holland ?!

Autor: Tina