Świat musi być piękny dla kogoś, kto ubrany jest w kolory.
Kolor kusi, warstwy kipią, tkaniny się sypią, krzyczą dodatki. Ekspresja totalna, mówiąca kreacja. Przerzucenie szafy na ciało. I to prawie dosłownie. Taka w skrócie była Anna Piaggi. Kobieta jako swoiste źródło inspiracji w ogóle i jako temat całkiem dobry na to, by popatrzeć. Ale panią wypada przedstawić. Bowiem ta ikona stylu była od 1988 roku redaktorką włoskiego wydania magazynu Vogue.

Odzieżowa lawirantka między stylami. Kreatywna do granic możliwości. Tworzyła. Kreowała, nadawała lekkości i płynności kształtom, kątom, liniom. Formułowała zwiewność. Warstwy układała w jakiś rodzaj piękna. Piękna kryjącego. Miłośniczka awangardowego stylu oraz eklektyzmu, wizjonerka mody, która do perfekcji opanowała łączenie różnych światów: od kakofonii barw po tkaniny, dodatki małe, wielkie, błyszczące, wszelkie. Wyraziste i w nadmiarze.
W 2006 roku Victoria&Albert Museum zorganizowało wystawę, na której Piaggi pokazała urywek swojej niebotycznej garderoby. Teraz, od 22 do 29 września za sprawą Pałacu Morando i mediolańskiego tygodnia mody na wystawę trafi kolekcja jej kapeluszy, bez których Anna Piaggi nie ruszała się z domu.

Idealne miejsce dla modowych freelancerów, pasjonatów, którzy rozumieją kobiece słabostki w nadmiarze i są otwarci na każdy rodzaj kreowania swojego własnego artyzmu i wizerunku. No i którzy są gotowi poznać ekstrawagancję pani o niebieskich włosach i jej spojrzenie na modę przefiltrowane przez zdecydowanie różowe okulary.

Autor: A.S.

Źródło zdjęć: http://btswnoeljean.blogspot.com