Ach, jak miło jest być gościem festiwalu! A zwłaszcza doradzać stylistycznie gwieździe i jednocześnie mieć oko na wszystko, co się dzieje dookoła. Dobrze, że miałem w tym roku taką możliwość, żeby obejrzeć festiwal "Top Trendy" chłodnym okiem obserwatora. Uznałem, że od strony organizacyjnej był przygotowany absolutnie doskonale, tzn. spełniał wszystkie wymogi europejskiego festiwalu. Bez nerwów, bez wpadek, bez niedociągnięć. Trudno jest mi oceniać poziom muzyczny, ponieważ nie jestem specjalistą od muzyki i nie będę zabierał głosu w sprawach, na których się nie znam. Podobało mi się natomiast samo ułożenie festiwalu, czyli podział na koncert "Top" i "Trendy". Pierwszego dnia - dnia "top" prezentowano najlepiej sprzedająca się dziesiątkę płyt w Polsce i słusznie, bo wreszcie eliminacją są sprzedane płyty, a nie to, że jedna pani drugiej pani albo to, że ktoś komuś był coś winien, czy ktoś kogoś w coś chciał wkręcić. Drugi dzień - dzień "trendy" był szansą dla tych, co dopiero mają stać się "top", ale i okazją, by zaprezentować stare, ale w sensie "już uznane" gwiazdy muzyczne, które zasiadały w jury. I tak pojawił się Grzegorz Skawiński z Kombii, znalazła się też absolutnie piękna i niebotycznie zgrabna Justyna Steczkowska, ale przede wszystkim zaśpiewała, oszałamiając wszystkich do obłędu, Edyta Górniak. Jak fama po mieście niesie, jest osobą trudną we współpracy, ale trzeba przyznać, że aparat głosowy posiada taki, że nawet ja, czyli osoba, która nie zna się na muzyce, wymiękam. Ma absolutną świadomość swojego głosu i cokolwiek by o niej nie mówić, wielki głos, który mógłby podbić świat. A że jest osóbką we współżyciu niełatwą, to go nie podbija. Coś za coś. Przepraszam wszystkich tych członków jury, których nie wymieniłem, ale te trzy osoby utkwiły mi w pamięci najbardziej.

Muszę powiedzieć o rozpoczynającej koncert "Trendy" Wandzie Kwietniewskiej. Ku swojemu zdumieniu zauważyłem, z pani Wanda od 20 lat nie zmieniła nawet leginsów. Trochę mnie to zmartwiło. Owszem, jak na kobietę w okresie późnej wiosny, żeby nie powiedzieć - wczesnej jesieni, wygląda absolutnie fenomenalnie. Ma świetną sylwetkę, obfity biust, długie i zgrabne nogi, ale dojrzała kobieta, nawet świetnie wyglądająca, przebrana za dziewczynę z lat 80-tych, przedstawia widok trochę groteskowy. Mam świadomość, że tendencje z lat 80-tych w modzie są w tym roku silne. Tylko, że te tendencje prezentują się świetnie na 19- i 20-latkach, a nie 50-latkach, którzy sprawiają wrażenie, jakby zatrzymali się w czasie. Taka stylizacja nie ujmuje, a wręcz dodaje im lat.


Teraz trochę o prowadzących.

Pierwszego dnia mieliśmy okazję podziwiać aż dwie pary: Agatę Młynarską i Zygmunta Chajzera oraz Kasię Cichopek i Krzysztofa Ibisza. Agata Młynarska w dobie mody na vintage jest najbardziej pożądanym "vintagem", jaki sobie można wyobrazić. Nie udaje, że jest 17-letnią dziewczynką. To fantastyczna, dojrzała i przepiękna kobieta, która rozkwitła w Polsacie jak nenufar. Miała niebotycznie piękną, zieloną suknię, korespondującą ze scenografią, do tego bardzo szlachetny pas, piękne uczesanie i makijaż. Po prostu lśniła. Co do jej partnera, Zygmunta Chajzera, to nie wiem, czy był to wynik nonszalancji, czy też niedopilnowania, bo wyglądał dość dobrze (ot, taki letni, niezobowiązujący prowadzący), tylko ta rozpięta marynarka… trochę jak na weselu po północy. Niedobrze. Było to dość niefartowne, zwłaszcza przy tak elegancko ubranej towarzyszce. Druga para to niezwykle wytworny i niesamowicie profesjonalny Krzysztof Ibisz i przesłodka, landrynkowata Kasia Cichopek… No tak, wyobrażam sobie, że tak musiała wyglądać Renata Beger za młodu. Kasia była przebrana w kotarę i choć przypuszczam, że sukienka była z jedwabiu, to miała bardzo przeciętny krój. Do tego tony lakieru na włosach! No i rzecz kardynalna, raczej niewysoka Kasia przy Krzysiu, który, lubić go czy nie, jest obiektywnie przystojnym, wysokim mężczyzną, nie prezentowała się najlepiej. Największy problem miała kamera. Kiedy widać było popiersie Ibisza, to z boku wystawał tylko kask Cichopek i jej obłędny wzroczek, a jak widać było popiersie Kasi Cichopek, to kamera błądziła gdzieś w okolicach genitaliów Krzysia Ibisza. Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł zamontowania jakiejś szklanej kostki czy podestu dla Kasi? Sądzę, że znacznie lepiej byłoby przemieszać pary i połączyć Ibisza z Młynarską, a Cichopek z Chajzerem. Ale to są tylko smutne wywody stylisty.

 

Youtube: Kasia Cichopek i Krzysztof Ibisz

Przyznam się, że z pewną nieśmiałością i niechęcią podchodziłem do zestawienia Bałtroczyk i Koterski na drugi dzień festiwalu. Pomyślałem sobie, że zapowiada się dosyć ostry koktajl, a jak to zwykle z koktajlami bywa, jedne są strawne, inne nie. Ten był... nadspodziewanie dobry. Niezwykły erudyta Bałtroczyk plus Misiek Koterski, dowcipny do obłędu, z wręcz zakodowanym tumiwisizmem, stworzyli razem tak fantastyczną mieszankę, że nie tylko było miło ich słuchać, ale też całkiem znośnie popatrzeć.
To tyle o części oficjalnej. Ta druga - nieoficjalna, cóż, była jednym wielkim bankietem, a właściwie bankietem nad bankiety. Każdy miał kartę z czytnikiem, nie było żadnych kłopotów z wejściem i z dojazdem. Goście bawili się fenomenalnie, przyjęcia trwały do białego rana, nikt się nie słaniał, nikt nie rzygał, a widok wszystkich artystów śpiewających po koncercie wspólnie na plaży pozostanie dla mnie najlepszym obrazkiem z festiwalu "Top Trendy", a wręcz jego kwintesencją.

Tomek Jacyków