Nie lubię świąt. Nie wiem jak to było kiedyś, ale w dwudziestym pierwszym wieku święta są strasznie przereklamowane. Znicze pojawiły się w połowie września, choinki już teraz. Przez dwa miesiące będę słyszeć w kółko kolędy, reklamy staną się słodsze i bardziej rodzinne.
Chwile po Święcie Zmarłych zaczyna się wigilijne piekło. Jedyne co mi się w tym wszystkim podoba to wolne dni. Mam taki zwyczaj, że w Zaduszki i drugi dzień świąt wybieram się do kina. Odnoszę wrażenie, że na te seanse przychodzą tylko ateiści.
W tym roku, pierwszego listopada obejrzałam film Wyspa. O ironio, film dotykający spraw wiary.
Michał nie przepada za tak zwanym trudnym kinem, kiedy dotarła do niego informacja, że to film o zakonniku, poczuł się dodatkowo zniechęcony do jakiegokolwiek wyjścia. Zapewniłam go, że film odmieni jego życie i obiecałam, że następny film jaki zobaczymy będzie Eagle eye.
Ach! ... i jeszcze jedno co mi się w świętach nie podoba. Wszystko jest zamknięte. Kiedy w końcu mam czas i mogę pójść do ulubionej kawiarni, księgarni odbijam się od napisu ''closed''.
Film okazał się rewelacyjny, Michałowi też się podobał. Nie wiem co takiego jest w rosyjskich filmach, ale od czasu Powrotu Zwiagincewa zawsze ogrania mnie dziwna melancholia podczas ich oglądania. Nie będę rozpisywać się o fabule, jeżeli chcecie ją poznać to sami się na niego wybierzcie.
Tego typu filmy są dla mnie rodzajem odtrutki. Skomercjalizowany mózg dostaje kopa i zaczyna pracować na innych, mniej popularnych falach.

A teraz z innej beczki. Dostałam zaproszenie do programu Jazda Figurowa, który emitowany jest na tv4 w niedziele o 22.45. Program to typowy talk-show. Jest prowadzący (Figurski), pomocnik prowadzącego (Puzon) i goście. Tutaj trzech: gwiazda show biznesu, polityk i dziwak. Dziwak siada na taborecie w drugiej części programu i jest ekspertem od tematu odcinka. Gwiazdą miał być Piotr Najsztub, politykiem Piotr Gadzinowski, a ja- dziwakiem.
W pierwszym odruchu odrzuciłam propozycję, ale później po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że jednak się wybiorę.
Na taborecie przede mną siedzieli już: alkoholik, Gracjan i striptizer. Nie mam nic przeciwko Gracjanowi, ale było by to grube nadużycie, gdybym stanęła w jednym szeregu razem z nim. Pod względem dziwności nie dorastam mu przecież do pięt.
Rozmawiając telefonicznie z dziewczyną z produkcji, postawiłam tylko jeden, mały warunek. Poprosiłam o zmianę kolorystyczną obicia stołka i dużą, miękką poduszkę.
Była to dosyć perfidna prośba, bo wiedziałam, że na pewno na tym stołku nie usiądę. A dziewczyna z produkcji wydzwaniała z pytaniami: czy poduszka ma być różowa, czy np. łososiowa? Czy z futerka? Czy z frędzlami? Stanęło na tym, że będzie z różowego futerka.
Ogólnie nie przepadam za telewizją. Nagranie kojarzy mi się z czekaniem. Samochód był po mnie o 11.30. O 12.00 byłam na miejscu. Zdążyłam wypić kawę, zjeść w bufecie kanapkę, pozwiedzać i poprawić make up. W sumie z tego wszystkiego lubię tylko charakteryzatornie. Malowała mnie Ania. Porozmawiałyśmy o nowinkach kosmetycznych, było miło. Nagranie zaczęłam o 14.30! Jako, że wchodziłam ostatnia to po zmontowaniu materiału będę zapewne występować około minuty.
Weszłam, nastąpiła wiekopomna, taboretowa chwila. Michał Figurski od razu zapytał o zażyczoną przeze mnie poduszkę. Wzięłam ją do ręki i powiedziałam, że jednak na stołku nie usiądę. Najsztub i Gadzinowski, którzy siedzieli na kanapie rozsunęli się na boki niczym Morze Czerwone, a ja, metafora narodu żydowskiego usiadłam pomiędzy nimi. Tylko nie wiem dlaczego po chwili zaczęłam snuć plany jak to pod wpływem alkoholu wychodzę za mąż za Piotra...