Janek od zawsze był tematem tabu w naszej rodzinie. Gdybym miała stworzyć jego obraz, powstałaby on ze strzępków dziwnie nabytych informacji. Byłby to zlepek, monstrum z podsłuchano-pozszywanymi częściami. Podstawowy strzępek to: Janek w dzieciństwie upadł na głowę i dlatego się od nas różni.

Janek często nie zauważał granic swojej wylewnością lub obscenicznego zachowania. W domu była niepisana umowa, że tego nie widzimy, nie komentujemy, ogólnie milczymy. Przykład. Siedzimy przy obiedzie, wpada Janek i radośnie krzyczy do swojego brata bliźniaka, Włodka: - Ta sąsiadka co się wprowadziła na górę jest chętna na dwa baty, chodź Włodek!

Późniejsze życie Janka nie było już takie beztroskie. Trafił do więzienia, następnie do placówki zajmującej się psychicznie chorymi. Po wielu latach, jego stan ustabilizował się. Jest szansa, że wróci do normalnego życia. Obecnie przebywa w Lublincu, odwiedza go Nina (nasz siostra) i opowiada, co u nas słychać. A słychać wiele, nawet u tych, u których już nie powinno. Janek nie wie, że Włodek się spalił, jego ojciec zmarł rok po Włodku, Jadzia (mama) pół roku temu.

Na zadane o nich pytania Nina odpowiada cokolwiek i szybko zmienia temat. Kiedy Włodek podczas kłótni ze swoją dziewczyną polał się spirytusem i podpalił, Janek był na oddziale „S”, dostawał końskie dawki leków. Trudno było z nim o kontakt. Kiedy zmarł ojciec, przewieźli go do innego ośrodka, co wiązało się z nasileniem lęków i pogorszeniem stanu.

Jadzia odwiedzała Janka co dwa tygodnie. W sumie to ona była jego łącznikiem ze światem. Paczki, listy, widzenia. Po jej śmierci zaczęła robić to Nina. Lekarze mówią, że Janek wychodzi na prostą, że jeśli tak dalej pójdzie za kilka miesięcy opuści zakład. Nina nie potrafi powiedzieć mu prawdy, nie tylko dlatego, że jest to dla niej bardzo ciężkie, ale też boi się zburzyć nowo powstające fundamenty zdrowia psychicznego.

- Jadzia ma gruźlicę. Nie odwiedza cię, bo leży w szpitalu i ma gruźlicę. Kiedy będzie odpowiedni moment? I jak opowiedzieć o odejściu nie jednego, ale trzech bliskich? Tak jak Nina, chciałabym mu tego zaoszczędzić. Po pogrzebach zostają krety, które przekopują się przez głowę. Drążą, nie dając spokoju.

Tak jak Janek chciałabym wiedzieć, że Jadzia ma gruźlicę i nie odwiedza mnie, bo jest w szpitalu. Należy mówić prawdę, bo prawda zawsze wyjdzie na jaw. Czy prawda jest najlepsza? Co zrobić, jeśli jej ciężar przerasta możliwości dźwigającego?