Opisałam już najlepsze i najgorsze stylizacje gwiazd, jakie obejrzałam podczas 66. rozdania nagród Emmy. Przyszedł czas na panie, które wypadły przeciętnie.

Mindy Kaling w sukience Kenzo to inna bajka. Kolor niesamowity i trendy, krój znośny, ale całość na pani nie wypadła najlepiej. Rozumiem dążenie do podkreślenia wcięcia w tali, ale nie kosztem zaburzenia ogólnych proporcji.

Kaley Cuoco w  kreacji Monique Lhuillier zbyt rozpraszała moją uwagę. Na jednej sukience doszukałam się kwiatków, warstw, miksu kolorów różowego i czerwonego. To zbyt wiele. Podobnie jak u Kerry Washington ubranej w sukienkę Prada.

Cat Deely w Burberry wypadła dziwnie. Niemodnie wyglądało to przenikanie się kolorów, które sprawiały wrażenie wyblakłych i kontrasowały z nienaturalnie czerwoną twarzą.
Urocza Sarah Hyland w komplecie Christian Siriano miała grzeczny wizerunek panienki z dobrego domu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że góra była niedopasowana, a dół zbyt obszerny.

Julia Louis Dreyfus też nie dobrała sukni Carolina Herrera do swoich kształtów, ponieważ jej biust ginął pod materiałem. Ten sam problem miała Christina Hendricks w sukni Marchesa. Jedno ramiączko nie jest w stanie ładnie utrzymać tak obfitych piersi.

Brawo Julia Roberts! Trzeba mieć odwagę, by pokazać się w krótkiej sukience Elie Saab wśród pań w powłóczystych kreacjach. I na tym kończą się moje pochwały, bo poza tym wiało nudą... modową.