Każde kolejne pokolenie ma gorzej. Poprzednie systematycznie i skrupulatnie wmawia mu, że kiedyś było lepiej. Wchodzimy w życie z uczuciem straty. Straty czegoś, co działo się tuż za naszymi plecami. Co było wspanialsze, smaczniejsze, lepsze. Poznajemy te smakowite kąski z przeszłości w opowieściach rodziców, dziadków.

Moja babcia, przez całą podstawówkę dawała mi do szkoły jabłko. Przy czy mówiła mi, że jabłka w jej rodzinnej wiosce były większe i pachniały jabłkiem. A te, które jem teraz są karłowate i w ogóle nie pachną. W mojej głowie zrodziło się marzenie o wielkim, pachnącym jabłkiem jabłku. Dziś zastanawiam się, czy babcia wyidealizowała jabłka swojego dzieciństwa, czy rzeczywiści były one lepsze? Inny powód zmartwień mojego dorastania to Armagedon. Babcia często powtarzała, że żyjemy w dniach ostatnich. Głód, przemoc, nieposłuszeństwo wobec rodziców. Wszystko to miało się nasilać, aż do wielkiej kumulacji. Oglądając wiadomości o wojnie, trzęsieniu ziemi, itp. kiwała z aprobatą głową, a na twarzy rysowało jej się „a nie mówiłam, koniec świata jest bliski!”. Pamiętam, jak w wieku piętnastu lat popadłam w głębokie przygnębienie. Nie mogła pogodzić się z faktem, że mam takiego pecha i zaczynam życie, kiedy świat ma je zakończyć. Moje narodziny musiały przypaść na ten nieszczęśliwy okres.

Czy nie jest tak, że ludzie kończący swój żywot podświadomie chcą, by wszystko dookoła też jakoś się zakończyło? Gdy przychodzi późna starość, zaczynają jak szaleńcy wierzyć w piekło, niebo, Armagedon. Mylą spadające jesienne liście z inwazją UFO. A my im wierzymy, bo są starsi, mądrzejsi, doświadczeni. Czy starość jest narkotykiem, po którym ma się różne, dziwne wizje?

Zostałam wychowana w przekonaniu, że starszy jest mądrzejszy. Z tym, co było najlepsze właśnie się minęłam, zostały jakieś nędzne resztki. Układało się to w logiczną całość. Bo starszy miał w swoim sejfie brylanty, ja zaś malowane szkiełka. Teraz myślę, że to obrona przed dziką, nieokiełznaną młodością. Gdy słyszę w sklepie, na przystanku, w tramwaju „nie dyskutuj ze mną, jestem starsza/y” i widzę jak młody człowiek podkula ogon, zalewa mnie krew. Bo cóż to za argument? To zasłona dymna, za którą znika nieefektowny magik. Oczywiście wielu młodych okazuje posłuszeństwo nie z powodu głębokiego szacunku, lecz chciwości. Chcą odziedziczyć brylanty.

Model starości, który mi odpowiada, to zachowująca równowagę miedzy tym, co było a jest babcia (dziadek). Potrafiąca wyciągnąć z przeszłości esencję i zaparzyć z niej doskonałą herbatę. A w herbacie słodzik, bo buraki cukrowe już nie te...