Tuż przed wyjściem na paradę pękł mi pasek od butów - musiałam szybko włożyć inna parę i biec. Później, chcąc je naprawić, natrafiłam na trzy punkty szewskie, które nie miały odpowiedniej maszyny do zszywania pasków. Ten z właściwą maszyną znalazł się przy hali Mirowskiej.

Prowadzi go pani w wieku około sześćdziesięciu lat. Bardzo rzeczowa i pomocna. Okazało się, że moje buty potrzebują klamerek (zamiast pasków z gumką), fleków i nowych czubków. Początkowo na naprawę miałam wydać trzydzieści złotych, w końcowym rezultacie wyszło siedemdziesiąt.

Następnego dnia wybrałam się z Anią na premierę „Lulu na moście” w Teatrze Dramatycznym. Ponieważ pojawiłyśmy się równo z rozpoczęciem, skierowano nas na balkon. Drugi akt oglądałyśmy już z trzeciego rzędu. I nie wiem czy ten punkt siedzenia wypłynął na moją ocenę, ale to, co działo się na scenie po przerwie, było o niebo lepsze od tego, co działo się przed nią.

Niepowtarzalnym, jasnym punktem tej teatralnej adaptacji scenariusza filmowego jest Joanna Szczepkowska. Z charyzmą i naturalnością gra reżyserkę realizowanego podczas spektaklu filmu. Wprowadza dynamikę i bezpretensjonalność. Niestety, główny bohater gra tak, jakby czytał z kartki. Wszystko sennym, znudzonym głosem. Typowy usypiacz. Podsumowując: warto się wybrać, w szczególności na drugi akt, gdzie Marcina Dorocińskiego jest znacznie mniej.

Przegapiłam termin odbioru butów - pobiegłam po nie już po niedzieli. Pani Szewc znienacka zaproponowała mi pracę. Jej mąż choruje i potrzebuje kogoś do siedzenia za ladą. Podziękowałam, lecz pracodawczyni była nieustępliwa. Zapytała mnie, co porabiam w życiu? Nie chcąc zbyt dużo zdradzać odpowiedziałam, że skończyłam szkołę fotograficzną. Ponieważ pomieszczenie jest dosyć duże zaproponowała mi kącik, w którym mogłabym prowadzić swój punkt fotograficzny i przy okazji dopilnować jej interesu. Stanęło na tym, że się zastanowię. Pomogłam jej jeszcze ustawić , nieco mniej upierdliwy, dzwonek w telefonie i wyszłam.

Ostatnie kilka dni spędziłam na pisaniu sztuki. Tytuł roboczy to „Wiara”. Robię to poza domem - najczęściej w jakiś kawiarnianym ogródku. W domu nie mogę się skupić. Może ten pomysł pracy u szewca nie jest taki zły? Miałabym miejsce do pisania a pomiędzy wymyślaniem dialogów wydawałabym zreperowane buty.