Lindsay Lohan nie miała ostatnio dobrego czasu, a właściwie już dość długo trwa u niej zła passa. Lata, kiedy była na topie, minęły, a wdrapanie się z powrotem na szczyt może nie być takie proste. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam ją podczas pokazu kolekcji męskiej Moschino. Miała na sobie oczywiście sukienkę Jeremy'ego Scotta. Była to zabawna mała czarna ozdobiona oryginalnymi białymi lamówkami i takim samym paskiem.

Jeremy Scott jest ikoną mody, a jego inspiracje stanowią wszelkie przejawy popkultury. Niewątpliwie Lindsay Lohan jest wytworem popkultury, a jednocześnie przykładem upadku wartości przez nią popoagowanych. W sukience Moschino wyglądała jednak wyjątkowo dobrze. Do tego odpowiednio dobrane dodatki – ciemne okulary, bransoletki, wytatuowany naszyjnik, torebka na złotym łańcuszku. I jeszcze fantastycznie dobrany kolor włosów.

Nie wyobrażam sobie Lindsay w projektach Scotta z motywami z fast foodów czy logo McDonald’s. To byłaby już przesada w jej przypadku. Jednak wybór bardziej klasycznego projektu wpłynął korzystnie na wygląd Lindsay. Odczytała dobrze przekaz Moschino, a jednocześnie nie przesadziła ze stylizacją.