W samochodzie, którym Lindsay Lohan urządziła pościg ulicami Los Angeles w zeszły wtorek nad ranem znajdowało się trzech pasażerów. Gwiazda, która znalazła się w nagłej potrzebie odnalezienia szybkiego środka transportu, porwała wóz razem z siedzącymi w nim ludźmi


Właściciel białego GMC Denali, Dante Nigro, zdał relację z niezwykłej - i niebezpiecznej - przygody. Lohan miała wtargnąć do samochodu, wyrwać kluczyki z ręki kierowcy i wyruszyć z piskiem opon za niejaką Tarin Graham, zatrudnioną w charakterze jej asystentki.

- Próbowałem złapać za kierownicę i ją zatrzymać - wspomina Nigro. - Ale wtedy wypaliła, "jeśli mnie dotkniesz, pozwę cię do sądu".

- Prosiliśmy ją, żeby zatrzymała się, abyśmy mogli wysiąść - ciągnie mężczyzna. - Pędziła cały czas z prędkością 160 kilometrów na godzinę. Mówiłem jej, że nas pozabija, a ona na to, "ja nie mogę wpakować się w kłopoty, jestem gwiazdą i mogę robić co mi się, k****, podoba".

- Wszystkie światła, które tylko mogły być czerwone, były czerwone - dodaje Nigro. - Wtedy zaczęliśmy krzyczeć. Przecinaliśmy wszystkie skrzyżowania na czerwonym świetle. Myślałem, że albo skończymy ciężko ranni, albo martwi.

Lohan zatrzymała się dopiero, kiedy nadjechała policja. Aktorkę aresztowano pod zarzutem prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości i posiadania kokainy. Gwiazdę, którą wypuszczono po wpłaceniu kaucji wysokości 12,5 tysiąca dolarów, czeka rozprawa sądowa w przyszłym miesiącu.