Był niewątpliwie wielką gwiazdą i ikoną muzyki pop. W latach 80-tych XX wieku jego przeboje były na pierwszych miejscach list przebojów w Stanach Zjednoczonych, ale nie tylko. Z uwagi na jego muzyczne osiągnięcia już dawno obwołano go królem popu. Michael Jackson zmarł wczoraj w szpitalu Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Jakkolwiek miał wielkie osiągnięcia na rynku muzycznym, tak był gwiazdą i osobowością bardzo kontrowersyjną. W pewnym okresie czasu głośno stało się o nim z powodu wielu operacji plastycznych, które przeszedł. Od jakiegoś czasu gwiazdor pokazywał się głównie w wielkich, przyciemnianych okularach, zapewne dlatego, by ukryć niedoskonałości wizerunku spowodowane dużą ilością zabiegów chirurgii plastycznej. Głośno na całym świecie było też z powodu procesu, w którym Jackson został oskarżony o molestowanie seksualne nieletnich. Michael długo mieszkał w swoim rancho, na Tereni którego zbudował park rozrywki „Neverland Ranch”, gdzie dość często przyjeżdżały dzieci upośledzone i chore.

Śmierć króla popu przynosi zamknięcie pewnego rozdziału w muzyce pop i ogólnie pojętej popkulturze. Zwróćmy jednak uwagę na pewną rzecz: amerykańskie media i środowisko niewiele zrobiły, aby promować Jacksona jako wybitnego artystę. W pewnym momencie wszyscy odwrócili się od niego. Z artysty próbowano zrobić pedofila. Niezależnie od tego, czy te wybryki były prawdą, czy nie, czyż nie powinno się dbać o wizerunek tak ważnych osób? Przecież tacy muzycy potrafią rozsławić na całym świecie dany kraj i kreować jego pozytywny wizerunek. Przy okazji śmierci Króla popu może warto napiętnować tę hipokryzję kultury amerykańskiej…