Justin Timberlake zachowywał się niezwykle wyrafinowany sposób podczas ostatniej trasy koncertowej po Europie... Pluł na fanów, rzucał czereśniami i żegnał swoich wielbicieli ciepłymi słowami brzmiącymi „spierd...” czy jakoś tak...

Jego oczekiwania przebijają najbardziej chore zachcianki Michaela Jacksona z okresu jego świetności. Podczas koncertu w Londynie zażądał, aby w jego garderobie panowała 22 stopniowa temperatura.

Wyobraźcie sobie takie żądania polskich gwiazd ? Michał Wiśniewski oczekujący sushi sprowadzonego prosto z Kyoto czy Doda z twardym ultimatum- masaż tajski i najdroższy szampan przed koncertem albo nie występuję... Dzieli nas przepaść w stosunku do gwiazd światowego formatu. To tak jakby porównywać sushi z Kiełbasą ;)

Jak chodzi o zachowania względem publiczności nie mamy się za to czego wstydzić. Lady Pank dorównuje Justonowi nie od dzisiaj...

Wracając do Justina... Słoma z butów wychodzi... Nawet doskonali producenci nie są w stanie wyzwolić go z cienia kiczowatego N'SYNC. Cham roku. Tego jesteśmy pewni...