W odległym dzieciństwie oglądałam horror o ludziach, którzy po zjedzeniu deseru przypominającego budyń, stawali się ospałymi, żywymi trupami. Główny bohater oczywiście go nie jadł, choć robiła to jego cała rodzina. Co ja piszę - jadło go całe miasteczko! Było uzależnione.

Budyniomani chcieli go wciągnąć w swój nałóg. Na początku podstępnie podtykając deser. Później w miarę rozkręcenia się akcji na siłę. Obecnie w mediach istnienie osoba, która przypomina taki budyń. Każdy kto jej skosztuje mówi - Dobra! Chcę więcej! Jej imię to Anna. A nazwisko - już nie Dymna. Lecz jak ochrzciła ją Gazeta Wyborcza - Dobra. Anna Dobra. Kiedyś piękna aktorka, dziś konsystencją przypominająca budyń, prezeska fundacji „Mimo wszystko”. Powiecie, czepiam się. Sram na święty obraz. Czego chcę od osoby, która pomaga innym? Której bicie serca, przypomina bicie dzwonu w Kościele Bożego Miłosierdzia?

Pierwszy znak, że coś nie tak, zauważyłam podczas oglądania programu Spotkajmy się. Na pewno go znacie i uwielbiacie. Dla niewtajemniczonych. Kominek, Anna siedzi po prawej, gość po lewej. Panuje rodzinna, ciepła atmosfera. Gośćmi zazwyczaj są osoby niepełnosprawne i w różnych stopniach upośledzone. Prowadząca na początku daje w prezencie kamień. Nie pytajcie mnie, po co? Nie wiem. Może, żeby rozmowa była lżejsza…? Nie ma tu zwykłej konwersacji. Anna jest figurką Matki Boskiej w rozmiarze XL. Do niej przychodzi się zwierzać, jęczeć, dziękować za dar życia. Podziwiam w niej ten monotonny, dobry ton głosu. Że wytrzymuje, że nie wyrwie jej się z obszernej piersi troszkę basu.

Utkwił mi w głowie odcinek z dziewczyną, która oddychała za pomocą respiratora. Anna nabrała lubieżnego wyrazu twarzy, oczy zwęziły jej się do rozmiaru poziomo leżącej żyletki i zapytała: „A powiedz mi… Jak ty, to robisz?”. „To” w pytaniu Anny oznaczało seks. Jak widać i Matka Boska ma słabe punkty. Być może Dobra lubi słuchać o seksie sparaliżowanej dziewczyny. Może później z kieliszkiem wina w dłoni przypomina to sobie wieczorem… Anna nie zaprzecza, że jest dobra. Odbiera nagrody i z lubością opowiada o swoim złotym serduszku. Nie taki jest dla mnie wzór dobroci. Wolę Matkę Teresę, która nie biegała po mediach promując siebie jako naczelnego filantropa. Anno, skromności! Chyba, że tak wyobrażasz sobie swoją karierę. Młoda aktorka, stara aktorka, święta.

Niektórzy za życia dbają o to, by później stać się legenda. Jeśli o to chodzi, potrafię Cię zrozumieć. Być może czyta ten tekst osoba zainfekowana. Której już nie pomogę. Ona wie, że Anna jest pyszna i kropka. Ale wy, którzy jeszcze nie spróbowaliście Dymnej, potraktujcie moje słowa jako przestrogę. Raz przełknięcie tę żółtą, lepką maź i będziecie chcieli jej regularnie. Ratujcie się, póki jeszcze możecie!