Moim pierwszym, poważnym występem w telewizji były "Rozmowy w toku". Jadąc do Krakowa byłam przekonana, że w progu studia przywita mnie uśmiechnięta Ewa, pytając - Ile słodzę?

Ewę ujrzałam dopiero w trakcie nagrania. Tak samo było u Wojewódzkiego i w wielu innych programach. Kiedy ostatnio skorzystałam z zaproszenia do Miasta Kobiet nie zdziwiło mnie to, że prowadzące mają oddzielne garderoby. Mimo wszystko w poszukiwaniu gumki* zajrzałam do garderoby Pauliny Młynarskiej i Anny Dziewit. Paulina wyjaśniła mi niepisaną zasadę nie spotykania się przed. „Ważne jest, żeby gość i prowadzący nie wypstrykali się poza kamerami.

W codziennych relacjach też można się „wypstrykać”. Idealnym do tego narzędziem jest gadu-gadu. Jeżeli pojawia się palący problem, często zamiast rozmowy i kawy, włączamy komunikator. Wciskając pospiesznie klawisze opowiadamy o swoich bolączkach. Ile w historiach z gg jest feralnych pomyłek. Niekiedy zapominamy dokleić odpowiednią emotkę, zrobimy literówkę i nieporozumienie gotowe. To, co ważne w kontakcie twarzą w twarz - ton głosu, spojrzenie, gest… nie ma szansy w virtualu. Tu pozostają suche informację i linki. Po intensywnej, porannej rozmowie na gadzie, wieczorem spotkałam się z koleżanką na film i kawę.

Po skomentowaniu średnio udanej komedii, pojawił się u mnie syndrom wypstrykania. Głupio powtarzać historię, które były już opowiedziane nawet, jeśli zabrzmiałyby bardziej interesująco, bo można dołożyć czynnik wymienione wyżej. Otwierałam usta, zaczynałam zdanie, lecz za chwile gasiłam je - „a przecież ci pisałam”, „a! już wiesz”. Oczywiście zostają tematy niewyczerpalne, takie jak miłość, sens życia, co dzieje się z nami po śmierci? Ale do nich trzeba być skupionym i zwyczajnie mieć ochotę na tak poważne tony.

Czy zatem jesteśmy pokoleniem „wypstrykanych”? Pokoleniem, które w zwięzłym smsie potrafi opisać obecny stan duszy? Które na gadu-gadu otwiera serca, by zorientować się, że nasz rozmówca robi pranie lub goli nogi. I dawno jest niedostępny, choć jego słoneczko nadal zachęca do wynurzeń?

Obdarowani bezpłatnymi minutami, płacimy za nie wysoką cenę. Dzwonimy do siebie dziesiątki razy dziennie. W domu biegniemy do swoich gazet, komputerów, telewizorów, gier. Obecność partnera wystarcza nam jak obecność ulubionych kwiatów. Ważne, że jest gdzieś obok. Nie pytamy co słychać, bo wiemy. Relacja na żywo z komórki trwała cały dzień. Podczas spotkań ze znajomymi, dużo milczymy, poprawiamy świeczkę, żeby znalazła się w centralnym miejscu stolika. Czytamy sobie nawzajem menu i z namaszczeniem żujemy zamówionego kotleta. Komentujemy wystrój knajpy, dywagujemy nad wysokością napiwku. Zostają nam drobiazgi, najważniejsze sprawy załatwiliśmy w necie.

I nagle ktoś płaczę, ktoś nas dotyka. Mówimy jednocześnie, przekrzykujemy się. Śmiejemy. Nie ma miedzy nami ekranu i myszki. Znów wiemy, co jest w życiu ważne.

*gumka- kawałek materiału, który można przewiązać w pasie i zawiesić na nim mikroport

 

Zobaczcie jaką inspiracją plotkarskiego portalu Lansik są teksty Rafalali publikowane na trendz.pl. Bez komentarza. >>

Przeczytaj co Rafalala myśli o odchudzaniu >>