Wybrałam się zrobić pazurki. Zamiast Manicure zobaczyłam nowy szyld - "Centrum nad zaburzeniami snu". Budę na rogu „ze wszystkim”, mam tu na myśli: lizaki z drewnianym patyczkiem, szampon z pokrzywy, prasę, tytoń, itd., zastąpił bankomat. Sklep z bronią aktualnie jest fryzjerem. Moja okolica zmienia się, szkoda tylko, że nie Społem z tymi starymi dziwkami w środku, które za każdą wizytą mam ochotę polać benzyną i zaprosić smoka wawelskiego, dziewczynkę z zapałkami i inne „gorące” postacie z bajek.

Zawsze bałam się zmian. Widok powstających budynków napełnia mnie smutkiem. Coś do czego byłam przyzwyczajona zniknie, a w miejsce tego pojawi się nowe, błyszczące, obce. Jadąc tramwajem pomylę się i nie wysiądę, bo nie poznam własnego przystanku. W środku mnie ciągle się coś dzieje, więc wolałabym, żeby to, co poza mną było stabilne i jeśli ma już się zmieniać niech to robi w żółwim tempie, najlepiej żółwia inwalidy.

Wyjęłam z płytoteki album Mazzy Star, So Tonight That I Might See. Wszystkie piosenki znam na pamięć. Rozejrzałam się po mieszkaniu, które błaga o remont. O zmianę. W gazecie zobaczyłam zdjęcie Demi Moore, która w odróżnieniu od mojego mieszkania przeprowadziła generalny remont. Musiała dużo zmienić, żeby wyglądało tak jakby się nic nie zmieniło. Czy tak samo będzie ze mną? Czeka mnie olbrzymia praca, żeby to, co blisko mnie nie uległo erozji? Czy to w ogóle jest możliwe?

Wyobraźmy sobie, że operacje plastyczne stają się powszechne jak wizyta u dentysty. Na ulicy nie odróżniamy prawdziwej czterdziestki od siedemdziesiątki po liftingu. Nie ustępujemy miejsca, bo nie wiemy, że przed nami stoi powiększona aorta i miażdżyca. Z nowym nosem, nie dostaje się nowego stawu lub serca. Zamykane są kolejne kluby seniora, staruszki naszprycowane silikonem i botoksem idą zabawić się na dyskotekę. Umierają w tańcu. Nie wytrzymują przy pulsującym bicie. Jakiś facet mówi: „ Miałem ją poderwać, a to kolejna podróbka czterdziestki. Dobrze, że fiknęła na parkiecie, niż pode mną.” Czy Demi dostanie wylewu biegając brzegiem plaży z Ashtonem? Demi zażywaj coś na nadciśnienie! Demi nie sól!

Przejeżdżałam z Nikolą obok Powązek. -Nikola, to jest bardzo stary cmentarz. Są tam piękne nagrobki, olbrzymie szumiące drzewa i dużo pochowanych znanych i zacnych ludzi. oja dziesięcioletnia siostrzenica zadumała się i zapytała: - A leży tam Andrzej Piaseczny?

Wcześniej czy później każdy z nas trafi na „Powązki”. W poniedziałkowym Dużym Formacie zdjęcia osób z przygotowanymi za wczasu ubraniami do trumny. Przeważnie czarne, ale była też starsza pani, która figlarnie wybrała fiolet. Gdybym miała zdecydować się na coś do trumny, to chyba byłby to fiolet. Jest kobiecy, a zarazem ma w sobie dużą dawkę spokoju i refleksji. Nie będzie mi przeszkadzać otwarta trumna. Wiem, że ludzie lubią się żegnać. Jeśli ktoś będzie chciał mnie uściskać, może to zrobić. Choć pewnie będę już tylko sztywnym kawałkiem mięsa wypełnionym płynami balsamicznymi. Dla kogo się wystroję? Nie dla siebie. Dla was. Nałożą mi czarne szpilki, zamiast różańca w dłoni srebrną kopertówkę, do niej srebrne kolczyki. To będzie mój pierwszy pogrzeb bez strachu, łez, żalu. W spokoju będę wylegiwać się w drewnianej skrzynce i czekać jak priorytetem wyślecie mnie w głąb ziemi.

Chciałabym, żeby to był tylko mój grób. Żeby nie dorzucano mi tam innych osób, nawet tych, które kocham. Wizja wspólnego rozkładania, wydaje się mało romantyczna. Czasami o drugiej w nocy wychodzę kupić hot doga na stację benzynową. Minimalny ruch uliczny, ludzi jak na lekarstwo. Wszystko stoi w miejscu. Czuje się szczęśliwa.