Kryzys ekonomiczny dotyka wszystkich, nie tylko małych przedsiębiorców, ale też wielkie korporacje. Jedną z nich jest brytyjski gigant River Island. Współpraca z Rihanna była jedną z najgłośniejszych kolaboracji sklepu sieciowego z celebrytką z uwagi na kontrowersyjny image piosenkarki. I tu muszę dodać, że nie tylko jej popularność wzbudziła takie zainteresowanie, ale też ubrania same w sobie.

Niektórzy je zachwalają, inni natomiast dostają mdłości na ich widok. Ja należę do tej drugiej grupy. Pierwsza kolekcja składała się z „blogerskiego must have”, czyli kuse obcisłe topy, spódnice maxi i przylegające do siebie sukienki w klimacie lat 90. Nic dziwnego, że zyskała rozgłos wśród fashionistów. W praktyce wygląda to nieco inaczej. Prawdziwa kobieta nie jest w stanie nosić takich ubrań bez uwydatnienia swoich wad. I jestem przekonana, że te panie, które kupiły ubrania z kolekcji Rihanna (ceny są nieco wyższe niż pozostały asortyment RI), na pewno uznały je za modową pomyłkę.

Nie rozumiem, co skłoniło producentów do wypuszczenie drugiej serii limitowanej kolekcji. Rihanna ma wyrobiony image w mediach i szczerze nie zawsze jest on pozytywny. Dlaczego dajemy się omamić marketingowej machinie i wmówić sobie, że rzeczy, które możemy z łatwością znaleźć w szafie naszych mam i second handach, są czymś, co musimy mieć tylko dlatego, że na metce widnieje nazwisko znanej osoby ?

Kolekcja wejdzie do sklepów już 25 maja. Nie mogę się doczekać, aż zabiorę się do jej krytyki.

Autor: Tina