Wiele z państwowych przedsiębiorstw, mimo że korzystało z centralnego rozdzielnika, otrzymywało niezłe projekty. Fotele, które wasi rodzice lub dziadkowie kupowali w latach 60-tych są ikonami dizajnu. Jeśli znajdziecie taki w piwnicy lub garażu, wystarczy zmienić tylko obicie i wstawić do pokoju prawdziwy rarytas.

O ile przed 1989 rokiem państwo decydowało o tym, co się produkuje (nie zachwycamy się całym oceanem fuszerki, która była wtedy na porządku dziennym – raczej tą kroplą dobrego polskiego wzornictwa), to w latach 90. wraz z zachwytem wolnym rynkiem, zalała nas magma bazarowego paskudztwa i tandetnej taniochy. Wraz z nastaniem kapitalizmu w Polsce byle producent czegokolwiek (od szczoteczek do mycia rąk poprzez zastawy stołowe aż po meble) z przysłowiowej Wólki albo innego Grójca stawał się dizajnerem.

Spośród nielicznych przedsiębiorstw, które przetrwały transformację ustrojową i działają do dziś, niewiele jest takich, które zachowały klasę. Chlubnym przykładem może być działająca od ponad 30 lat w Czechowicach-Dziedzicach Sztuka Beskidzka. Specjalizuje się w produkcji rękodzielniczej – robią wełniane pledy, narzuty oraz, niepowtarzalne dywany, które stały się w ostatnich latach ich wizytówką. Wystarczyło zatrudnić młodych projektantów, którzy zabrali firmę z peerelowską tradycją na pokład pociągu pędzącego ku nowoczesności.

Sztuka Beskidzka przywróciła blask zapomnianym materiałom takim jak sukno. Dzięki metodzie laserowego wycinania wzorów, proponuje niepowtarzalne dywany z sukna. Sukno można tez zadrukować. Inne dywany, wykonane metodą handtaftingu, to dywany z owczej wełny o bardzo grubym włosiu. Wyglądają jakby były łąką grubego, wełnianego spaghetti. Przyjemność ich dotykania, a co dopiero chodzenia po nich, jest nieporównywalna z czym innym.

W Warszawie wyroby Sztuki Beskidzkiej można kupić w Domotece.