W naszym życiu coraz większą rolę odgrywa sprzęt elektroniczny. To na komputerach przeprowadza się obliczenia i to na nich gromadzi się informacje. Przyszedł czas na zrewolucjonizowanie czytelnictwa. Odczytanie treści „Nieznośnej lekkości bytu” Kundery czy też „Imaginy” Konopnickiej bez szelestu kartek? Nic prostszego! Wszak od tego są e-booki.

Z założenia elektroniczna książka to treść w formie elektronicznej, którą odczytuje się za pomocą specjalnego oprogramowania, zainstalowanego na sprzęcie komputerowym. Początki e-booków w Polsce to książka „Dom dzienny, dom nocny” Olgi Tokarczuk. Publikacja ta była zwyczajnym dokumentem Worda. Obecnie najpopularniejszym formatem w jakim zapisuje się e-booki jest PDF. Konkurencją dla niego przez pewien czas był Microsoft, który zaatakował rynek, wypuszczając na niego program Microsoft Leader, a także wtyczkę do Worda, która miała służyć kompilowaniu jego dokumentów, jednak po chwilowym zachwycie nad nowością na tron powrócił PDF.

XXI wiek przyniósł szereg urządzeń, które zostały stworzone specjalnie do odtwarzania e-booków. Mowa tu o Amazon Kindle, Sony Reader, BeBook, iLiad, iRex, CyBook. Technologia idzie na przód, dzięki czemu stają się one coraz doskonalsze. 

E-booki rewolucjonizują rynek elektroniczny, czytelniczy i dydaktyczny. Dzięki jednemu urządzeniu, podłączonemu do Internetu, można szybko aktualizować informacje. Stawiając na szali z jednej strony koszt Internetu i prądu, a na drugiej koszt książek i gazet w formie papierowej, szala sprzętu elektronicznego wypada zdecydowanie lepiej. Uporządkowanie materiałów jest o wiele prostsze i przejrzystsze, niż w tradycyjnych publikacjach. Urządzenie może pomieścić tysiące artykułów i lektur – w odróżnieniu od książek nie zajmują one szeregów półek, co przyczynia się również do zaoszczędzenia miejsca w mieszkaniu oraz zmniejszenia zużycia papieru. Postać elektroniczna przewiduje połączenie dźwięku i obrazu, co staje się nie zwykle pomocne w przypadku osób głuchych. 

Rozwój technologiczny nieustannie modyfikuje i udoskonala e-booki, jednak trzeba przyznać, że mają one również pewne wady. Przede wszystkim należy ponieść jednorazowy, dosyć wysoki, koszt nabycia sprzętu, który odtwarza informacje. Wyświetlacze wciąż nie są doskonałe, przez co wzrok męczy się dużo szybciej, niż w przypadku czytania publikacji na papierze. Omawiane rozwiązanie jest szczególnie niekorzystne dla autorów, których prawa autorskie nie są wystarczająco zabezpieczone. No i co z szelestem pożółkłych kartek…?