Jedni mówią że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Drudzy twierdzą że każdy zasługuje na drugą szansę. Jeszcze inni nie zwracają na to uwagi.

 

Rozstania i powroty zdarzyły się chyba każdemu. Niektórzy rozstają się z wielkim hukiem, tylko po to by wrócić do siebie w stylu wielkiego hollywoodzkiego romansu chwilę później (na chwilę). Bywa też tak że po rozstaniu możesz dać tą drugą szansę, ale tego nie robisz w imię zasady nie wchodzenia dwa razy do tej samej rzeki. Myślę że każdy, co by nie zrobił, (oczywiście pod warunkiem że przyznał się do błędu i wyraził skruchę) zasługuje na drugą szansę. Właśnie… „co by nie zrobił” dla niektórych są granice. W większości przypadków taką granicą jest oczywiście zdrada. Chociaż z drugiej strony jest to jedna z częstszych przyczyn rozstań.

A Wy jakie macie granice? Czy dopuszczacie możliwość wrócenia do związku po zdradzie?