Zrób to sam – zjawisko tak bardzo znane w muzyce i malarstwie amerykańskim lat 70., wreszcie przeniknęło do tamtejszej architektury. Mieszkający całe życie w Los Angeles architekt Robert Stone zaprojektował dom na suchej przestrzeni kalifornijskiej pustyni. Willę wzniesiono w symbolicznej opozycji do tradycyjnego rozumienia architektury. Struktura budynku o wyrazistych proporcjach i momentami wręcz dziwacznym wykończeniu śmiało kontrastuje z naturalnym, suchym otoczeniem.

Wykorzystana podczas budowy domu bogata paleta ciemnych barw i zastosowane intensywne faktury odcinają się wyraźnie od pustynnego otoczenia. Rezydencja łączy esencję współczesnego budownictwa z wywrotowym podejściem dzisiejszych architektów. Na pierwszy rzut oka banalna konstrukcja, znacznie zyskuje przy bliższym poznaniu – dom pomalowano na czarno niemalże do fundamentów. Dawniej negowano wykorzystywanie czerni do malowania elewacji, postrzegając ją jako załamanie kolorowego krajobrazu.

Pustynię powszechnie postrzega się jako pustkę, tu więc, jak nigdzie indziej kolor czarny buduje swoją intensywność. Po oswojeniu z monochromatyczną kolorystyką dostrzegamy drugie dno budowli – szczegóły, mieszankę faktur i feerię pomysłów.

Klasyczne linie, wplecione w elewację kwiaty, szklane elementy, nierówne, ciosane belki i kolumny z polerowanej stali.
Budynek z daleka przypomina elegancką, spaloną i strawioną czasem willę. Z bliska okazuje się, że to architektoniczny majstersztyk, fanaberia architekta, ukazująca swoje prawdziwe oblicze i wyjątkowy styl dopiero po bliższym zapoznaniu. Konstrukcja składa się na portret bliskiej Stone’owi południowej Karoliny, będącej w złożonych relacjach do otaczającej dom pustyni.